Uzdrowienie


W czasie malowania budynku, poczułem nagle straszny ból i bezwład w lewej nodze. Noga zaczęła puchnąć tak, że miałem trudności ze ściągnięciem z niej spodni. Udałem się do lekarza, który stwierdził iż w nodze powstał zator. Natychmiast zostałem skierowany do szpitala. Po wstępnych badaniach groziła mi amputacja nogi. Po 17 dniach wyszedłem ze szpitala o kulach. Czułem nadal ból w nodze. Musiałem brać lekarstwa i każdy dzień chodziłem na badania krwi do szpitala. Po usłyszeniu informacji o tym, że w zborze będzie nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie, postanowiliśmy z żoną, że będziemy pościć i modlić się trzy dni. Co też uczyniliśmy. Od tego momentu byłem pewny, że zostanę uzdrowiony. Ponieważ wielokrotnie doświadczałem Bożego uzdrowienia na moim ciele. Na nabożeństwo ewangelizacyjno-uzdrowieniowe w zborze w Żywcu wybraliśmy się razem z żoną. Kiedy było wezwanie aby osoby chore wyszły do przodu, wtedy wyszedłem. Podczas modlitwy poczułem w nodze ciepło przechodzące aż od pięty po podudzie. Ze środka już normalnie bez utykania na nogę wróciłem na miejsce. Mogłem nareszcie normalnie stawać na lewą nogę. Po tym całkowicie odrzuciłem kule. Kiedy udałem się na wizytę lekarska w "Stalowniku" lekarz uświadomił mi, że na to schorzenie, na które cierpiałem umiera w pierwszych minutach dwóch pacjentów na pięciu. Jednemu amputują kończynę, jeden pozostaje o kulach z niedowładem. Natomiast tylko jeden na pięciu wychodzi zdrowy z tego typu dolegliwości. Ja wraz z żoną wierzymy, że jest to Boże uzdrowienie, za które dziękujemy Bogu.

Marian Łoboz

więcej